skip to Main Content
Menu
DZIEŃ WIOSNY

DZIEŃ WIOSNY

…czekaliśmy tak długo i nareszcie przyszła.

Jeszcze wokół panuje szarość i niskie temperatury, ale my już wiemy, że się zaczęła. Ukochana pora roku wielu z nas. Zaprosiliśmy dziś wszystkich uczniów i nie tylko, do założenia kolorowych strojów i fantazyjnych nakryć głowy, do ozdobienia wiosennymi kwiatami bluzek, koszul i włosów. Możecie to zobaczyć na załączonych poniżej zdjęciach. Myślę, że wszyscy ci, którzy dołączyli do naszej zabawy mają już wiosnę w sercu, a teraz chcą ją przywołać kolorami swoich strojów.

Nie tylko uczniowie witają dziś wiosnę. Opowiadanie pana Andrzeja Łukaszkiewicza, które możecie tu przeczytać, podpowie Wam, co dzieje się w świecie zwierząt, gdy pojawiają się pierwsze oznaki wiosny. 

A plakat Weroniki przypomni o wiosennych konkursach.

Wspaniałego pierwszego dnia wiosny!!!

Samorząd Uczniowski/Monika Bajon-Idźkowska 

 

 

 

 

Andrzej Łukaszkiewicz

Pierwszy dzień wiosny Małego Jeża Bartka

 

Mały Jeż Bartek obudził się w świetnym humorze. Niezbyt często tak się działo. Zazwyczaj wyganiały go z leża zmory codziennych zmagań z szarą rzeczywistością. Jednak nie dziś.
Szybko przeczesał szczotką z miłorzębu swe figlarnie powyginane igiełki, przepłukał kropelką nektaru z igieł sosny swe drobne ząbki. Przepłukał i wypluł. Było grubo przed trzynastą. Następnie, lekko kulejąc, podreptał ku słońcu. Dzień był piękny. Śpiewały ptaszki, latały motylki, las pachniał poranną rosą, wymieszaną z resztkami nocnych mgieł. Mały Jeż Bartek poczuł, jak bardzo jest zadowolony ze swojego życia. Właśnie dziś. Lepiej nie mógł trafić, biorąc pod uwagę fakt, że wiosna przychodzi tylko raz w roku.
Gdzieś tam, jego przyjaciele smacznie jeszcze spali, a on wdychał pełną piersią pierwszowiosenne powietrze. Ileż poezji jest w takim beztroskim oddychaniu. Jego drobny, różowy nosek czuł każdą cząstkę dopiero co przywianej zza łąki mieszaniny tlenu, azotu, pary wodnej i nowych nadziei. Bawił się nią, to wdychając ją szybko i łapczywie, to zatrzymując na trochę dłużej w swych wątłych jeżykowych płuckach. Potruchtał tu, potruchtał tam. Jego igiełki wyprostowały się zupełnie i lśniły w słońcu tysiącem drobnych gwiazdeczek. Pięknych i ulotnych, jak ulotna bywa wiosna. Pocieszające było to, że na miejsce jednej gasnącej gwiazdki natychmiast eksplodował blask następnej, potem jeszcze jednej i kolejnej. A trwało to w nieskończoność. Bo ten czas był dla Małego Jeża Bartka nieskończonością.
Nie musiał nic, a tyle mu się chciało. Dobrze jest być Małym Jeżem Bartkiem – pomyślał. – Dobrze jest wdychać kolejną wiosnę. I podreptał, lekko kulejąc, obudzić swoich małych i dużych leśnych przyjaciół.

 

 

 

Powiększ tekst Zmień kontrast
Back To Top